VII Obwód "Obroża" Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej
:::  Aktualna pozycja:  Obroża \ Wy u nas w gościach  :::

"Wy u nas nie w plenu, wy u nas w gościach"

     Bezpośrednio po wkroczeniu wojsk sowieckich na prawobrzeżne tereny "Obroży" oddziały NKWD rozpoczęły infiltracje organizacji akowskich, przy wydatnej pomocy miejscowych komórek PPR, będących na usługach Sowietów.

     Ofiarami represji sowieckich padli również dowódcy Rejonów Prawobrzeżnych.

     Mjr Henryk Okińczyc "Bil" dca II Rejonu "Celków" zmarł w łagrze 2 kwietnia 1945 r.

     Mjr dr med. Franciszek Amałowicz "Tatar" komendant III Rejonu "Dęby" przez kilka lat był więziony w łagrach.

     Kpt. Stefan Szulc "Kania" komendant IV Rejonu "Fromczyn" zatrzymany przez NKWD w listopadzie 1944 r. przepadł bez wieści.

     Dca I Rejonu ppłk Grosz został przeniesiony do Pruszkowa w celu objęcia dowództwa VII Obwodu "Obroża".

     Zastępującego go wówczas por. (obecnie ppłk) Edwarda Dietricha ps. "Edward II" "Ralfa" spotkał podobny los jak pozostałych dowódców Rejonu.

     W połowie października 1944 roku dowódca I Rejonu "Marianowo-Brzozów" ppłk Roman Kłoczkowski "Grosz"1opuścił Legionowo, przechodząc na lewy brzeg Wisły. W mieście pozostał adiutant sztabu Rejonu ppor. Edward Dietrich "Ralf"2, który zgodnie z wcześniejszymi rozkazami Komendy Głównej AK przyjął na siebie obowiązki gospodarza terenu-oficera łącznikowego wobec wkraczających wojsk sowieckich. Legionowo przez dłuższy czas pozostawało w strefie przyfrontowej. Działania wojenne powodowały, że większość mieszkańców została przymusowo wysiedlona przez niemieckie oddziały frontowe. Inni wobec występujących zagrożeń ratowali się ucieczką. W mieście pozostali najbardziej wytrwali3

     Relację ppłk. E. Dietricha z pobytu na zesłaniu spisał pchor./kpt. A. Paszkowski4

     28 października 1944 r. wojska sowieckie wkroczyły do Legionowa. Rozpoczął się dalszy ciąg martyrologii mieszkańców tego miasta. Rankiem tego dnia zjawiają się oddziały rozpoznawcze Armii Czerwonej, tuż za nimi specjalne grupy "kontrozwiedki" NKWD.

     Rozpoczyna się "czystka" terenu skierowana przede wszystkim przeciw żołnierzom Armii Krajowej. Okazało się, że NKWD posiadało listy Akowców wraz z adresami.

     Znaczna część mieszkańców Legionowa w końcu sierpnia i we wrześniu 1944 r. była przez Niemców ewakuowana głównie w kierunku Radzymina. NKWD wsparte przedstawicielami miejscowego PPR zorganizowało na przejeździe kolejowym od strony szosy strużańskiej silnie strzeżony punkt kontrolny, gdzie dokonano pierwszej selekcji ludności wracającej do domów po wysiedleniu.

     Sztab NKWD ulokował się na Bukowcu w znanym mieszkańcom Legionowa budynku Schilinga (w czasie okupacji mieścił się tam niemiecki Puff5). Na plac przed tym budynkiem spędzono wszystkich tych mężczyzn, których PPR wskazało jako AKowców. Selekcji dokonywał były sekretarz PPR w Legionowie Kahl z towarzyszami. Aresztowani w mieszkaniach oraz zatrzymani wracający z wygnania żołnierze AK po wstępnym przesłuchaniu byli lokowani w piwnicach murowanych komórek domu Schilinga.

     Szczególne zasługi dla NKWD oddał były żołnierz I Rejonu kpr. Zygfryd Winiarski "Zygfryd"6, który nie tylko sporządził i przekazał NKWD listę znanych mu żołnierzy Armii Krajowej, lecz również osobiście prowadził "śledztwo" w ciągu 1945 r. w celu wskazania miejsca pobytu żołnierzy AK7.

     W wyniku tego rodzaju działań po parodii sowieckich rozpraw sądowych (przeprowadzonych przez NKWD) około 50 żołnierzy Armii Krajowej z I Rejonu "Marianowo-Brzozów" wywieziono w głąb Związku Radzieckiego dokonując internowania8.

     29 października 1944 roku. Godzina 6 rano. W mieszkaniu por. Edwarda Diertricha, przy ul. Mickiewicza w Legionowie zjawia się patrol NKWD9. Żądają listy żołnierzy Armii Krajowej, wydania zmagazynowanej broni i radiostacji. Po pokazaniu pustego magazynu broni por. Dietrich zostaje zatrzymany i przekazany do miejscowego sztabu NKWD na Bukowcu. Tu zostają doprowadzani inni aresztowani żołnierze AK.

     Aresztowanych przewozi się do Wołomina, gdzie przy ul. Piaskowej nr 17 mieści się siedziba wyższego szczebla NKWD. Tu gromadzeni są b. żołnierze AK z rejonów podwarszawskich, a także osoby cywilne. Tu także trafiają podejrzani o dezercję żołnierze sowieccy. Wszystkich przetrzymuje się w piwnicach, barakach, dołach-ziemiankach. O głodzie i zimnie. Zatrzymanych poddaje się badaniom, a następnie sądzi. Działają zespoły prokuratorsko-sędziowskie. Funkcje prokuratorów sprawują z reguły obywatele radzieccy narodowości żydowskiej. AKowców oskarża się i sądzie na podstawie sowieckiego wojskowego kodeksu karnego. Najczęściej jest stosowany art. 58 & 2b. Sąd zwykle zarzuca oskarżonemu zdradę narodu polskiego (!), nielegalne (!) posiadanie broni i radiostacji oraz utrzymanie kontaktu z polskim faszystowskim (!) emigracyjnym rządem w Londynie. Wyroki różne, w zależności od "winy" skazanego, do kary śmierci włącznie. Egzekucje odbywają się na miejscu, od wyroków nie ma odwołania. Brak nawet pozorów praworządności. Zwycięzcy sowieckiego nikt nigdy nie będzie sądził za te zbrodnie. Tymczasem zatrzymanym "umila" się pobyt. Ot choćby przez pozorowane rozstrzeliwanie. Delikwenta ustawia się pod ścianą i strzela obok. Potem odprowadza do celi. Do jutra lub następnego razu. Niektórzy nie wytrzymują napięcia i próbują ucieczki, między innymi, w czasie ucieczki ginie plut. Adam Biechoński "Ogończyk" były dowódca 1 plutonu 2 kompanii 1 batalionu I Rejonu.

     Po 6 tygodniach pobytu w Wołominie por. Dietrich został osądzony i przewieziony w grupie więźniów przez Rajszew do Sochaczewa, a następnie przez Warszawę-Pragę do obozu w majątku Przyłęk koło Garwolina. Tu wszystkich przybyłych ubiera się w mundury wojska niemieckiego. Stąd zostaje uformowany transport liczący 2200 ludzi. Polacy, Niemcy cywilni i wojskowi, Żydzi. Kolumnę marszową poprzedza patrol sowiecki uprzedzając napotkanych, że eskortuje zbrodniarzy wojennych, co wywołuje wrogie reakcje. W Rykach postój z noclegiem w barakach z robactwem. Następnie marsz do Dęblina, gdzie oczekują wagony na szerokim torze.

     W Dęblinie załadunek do wagonów. Do każdego 50 więźniów. W wagonie piecyk, ale bez paliwa. Wśród jadących grupa policjantów żydowskich ocalałych z łódzkiego getta. Dla wyżywienia załoga wagonu dostaje co drugi dzień pół wiadra zamarzającej wody oraz małą porcję sucharów amerykańskich. Palacze cierpią głód nikotynowy. Por. Dietricha wyznaczają komendantem wagonu. Podróż trwała blisko 4 tygodnie. Temperatury zewnętrzne obniżają się do minus 30 stopni. Na pośrednich stacjach z wagonów usuwa się osoby zmarłe. Dla zmarłych w składzie pociągu przeznaczono dwa wagony. Komendant transportu musi się rozliczyć z całego stanu łudzi, Po drodze zmarło około 400 więźniów.

     W Swierdłowsku konwojenci z psami prowadzą więźniów do obozu, będącego pod zarządem niemieckim. Pierwszej selekcji na zdrowych i chorych dokonuje rosyjski felczer. Następnie przybyli przechodzą przez łaźnię i dezynfekcje, w tym czasie zostają ograbieni ze wszystkich wartościowych przedmiotów i ubrań oraz butów. W obozie występuje znaczna śmiertelność wśród więźniów. Ale panujące temperatury ujemne nie pozwalają na kopanie grobów. Zatem zmarłych układa się w stosy i polewa wodą. Te "pryzmy" będą oczekiwać wiosny.

     Kilkusetosobowa grupa więźniów zostaje skierowana do kopalni węgla, położonej w kompleksie Uralu. Dietrich trafia do kopalni im. Nadieżdy Krupskiej, budowanej po 1865 roku przez zesłańców-powstańców 1863 roku. Na ścianach utrwalono wiele dat i polskich nazwisk z tamtego okresu. W kopalni sztolnie niskie, trochę powyżej metra wysokości. Prymitywne kolejki i ciągle psujące się windy. Komunikacja z poziomem eksploatacji na głębokości 630 metrów w dół i w górę z reguły po szczeblach drabin. Baraki gułagu zimne, nie ocieplone, przy niskich temperaturach zewnętrznych panuje w nich dokuczliwe zimno. Nie przeszkadza ono mrowiu insektów i szczurów, które atakują ludzi. Szczury wyjadają ludziom wszelkie przechowywane resztki jedzenia. Przeciw insektom więźniowie płuczą bieliznę w wodzie z ropą naftową.

     Wśród załogi gułagu wielu Ślązaków. Część z nich to jeńcy Wehrmachtu siłą wcieleni do wojska. Pozostali to górnicy wywożeni przymusowo, po ich "wyzwoleniu" od niemieckiej okupacji.

     Por. Dietrich zostaje wysłany w stuosobowej grupie w rejon południowego Uralu. W grupie Polacy, Niemcy, Ukraińcy. Więźniów zatrudnia się w kołchozach oraz okolicznych warsztatach. Warunki pracy i życia korzystniejsze, niż w odległym o 400 kilometrów Swierdłowsku. Naczelnik podobozu - Rosjanin traktuje więźniów po ludzku. Więźniowie jako premię otrzymują gotowane kartofle w mundurkach, rarytas w tamtejszych warunkach, a także inne wiktuały. Opady śniegu we wrześniu kończą ten rozdział zesłania.

     Po powrocie do Swierdłowska por. Dietrich otrzymuje pracę w warsztatach samochodowych. Pod koniec listopada 1946 dostaje propozycję samodzielnego wyjazdu do Krasnokomska nad rzeką Karną. Ponieważ ubrany jest w płaszcz wojskowy niemiecki, ze względów na osobiste bezpieczeństwo żąda przydziału konwojenta. Zdarzały się bowiem przypadki samosądów wobec samotnych osób ubranych w niemieckie mundury wojskowe. Ale taki wyjazd rokuje szansę powrotu do kraju.

     Po przybyciu do Krasnokomska w końcu grudnia 1946 roku zostaje włączony do brygady oficerów węgierskich i zatrudniony przy pracach introligatorskich. W ramach wymiany więźniów, do obozu przywożą 200-osobową grupę oficerów niemieckich z Koła Polarnego. Wówczas wraz z grupą węgierską zostaje skierowany w okolice Moskwy, do wielkiego międzynarodowego obozu.

     W tym obozie, w czasie przeglądu więźniów, Dietrich próbuje uzyskać od komisji NKWD wyjaśnienie swego uwięzienia. Za "dyskusję" zostaje ukarany 10-dniowym aresztem, po kilku miesiącach otrzymuje przydział do transportu, którym ma dotrzeć do kraju. Transport zostaje skierowany do Grodna, a następnie do Wołkowyska. Tam NKWD dokonuje kolejnego przeglądu więźniów.Polscy oficerowie na zakończenie karnego pobytu w Związku Sowieckim dowiadują się, że nie byli więźniami, tylko byli "w gościach". Jako szczególny dowód tej gościnności uzyskali prawo do złożenia podania o przyznanie obywatelstwa radzieckiego. W październiku 1947 roku, pociągiem repatriacyjnym10przez Białystok, po trzyletnim pobycie na nieludzkiej ziemi Edward Dietrich powraca do domu, do Warszawy.




1Roman Kłoczkowski "Grosz", mjr WP /ppłk AK/, ur. 29 Xl 1894 w Armenii, w latach 1916-1918 w wojsku rosyjskim, od 1920 w Wojsku Polskim, dowódca szkoły podoficerskiej batalionu balonowego w Legionowie, od października 1942 r. dowódca I Rejonu AK w Legionowie, od października 1944 do 17 stycznia 1945 dowódca VII Obwodu "Obroża". Zmarł 24 XII 1952 r. we Wrocławiu. Patrz Zeszyty Historyczne nr. 2/3 sierpień 1994, str. 24.

2Edward Dietrich "Ralf", "Edward II", ppor/mjr, ur. 3 V 1910 w Warszawie, od października 1939 r. w konspiracji na terenie Legionowa, początkowo w Związku Czynu Zbrojnego, później w ZWZ-AK na stanowisku dowódcy kompanii, potem adiutanta dowódcy rejonu i instruktora wyszkolenia. Wieloletni przewodniczący środowiska kombatanckiego b. żołnierzy VII Obwodu "Obroża", prezes Zarządu Okręgu Warszawa-Powiat ŚZŻAK. Patrz Zeszyty Historyczne nr l ()maj 1994) str. 32.

3Informacje przedstawione w tej części pochodzą z zapisu audycji radiowej Jacka Zygmunta Sawickiego i Jerzego Sikory p.n. "I opowiedzieli mi historię swego życia". Część I "Pożegnanie z wolnością". Część II "Zesłańcy". Studio Form Dokumentalnych Polskiego Radia (Program Stereo) 17 marca 1989 r. Wspomina: Edward Dietrich. - Uzupełnienie w pierwszej części relacją osobistą E. Dietricha.

4Pchor/kpt. AK I i VII Rejonu "Obroża", dr inż. ceramik i mgr ekonomii, wiceprzewodniczący Koła nr I ŚZŻAK w Legionowie.

5Niemiecki dom publiczny dla wojska i żandarmerii.

6Patrz Zeszyty Historyczne nr l (maj 1994), str. 35.

7Jeden z żołnierzy AK Rejonu I był ostrzeżony w marcu 1945 roku w Warszawie przez mieszkankę Legionowa, by się w Legionowie nie pokazywał, gdyż dopytuje się o niego Zygfryd Winiarski.

8Wykaz aresztowanych i wywiezionych do łagrów sowieckich żołnierzy AK.

9W jakiś czas po aresztowaniu por. Dietricha w jego mieszkaniu zjawił się Zygfryd Winiarski wraz z patrolem NKWD. Pytali żonę o męża, po czym Winiarski podszedł do pani Dietrichowej mówiąc, "Gdyby mąż się zjawił, niech natychmiast ucieka, bo może być aresztowany".

10Wszyscy więźniowie Polacy, powracający z byłego Związku Sowieckiego do kraju, podciągani byli pod nomenklaturę repatriantów. Tak się wówczas określało przesiedleńców z dawnych terenów wschodnich, które musieli opuścić. Zarówno władzom sowieckim, jak i władzom PRL, to określenie odpowiadało, ponieważ władze te nigdy się nie przyznawały do istnienia w państwach socjalistycznych więźniów politycznych, osób internowanych itp.

ŚWIATOWY ZWIĄZEK ŻOŁNIERZY ARMII KRAJOWEJ
Zarząd Okręgu Warszawa-Powiat
Środowiska: "Obroża" i "Grupa Kampinos"

ul. Braci Załuskich 7, 01-733 Warszawa
szzakowp@ibprs.pl