VII Obwód "Obroża" Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej
:::  Aktualna pozycja:  Rejony Obroży \ Rejon I - "Marianowo-Brzozów" - Legionowo \ Batalion 'Znicza'  :::

BATALION "ZNICZA" PRZEPRAWIA SIĘ PRZEZ WISŁĘ DO KAMPINOSU

     Wobec trudności w nawiązaniu łączności z Warszawą, a także z Pragą, ppłk "Grosz" podjął decyzję o skierowaniu do Puszczy Kampinoskiej dobrze uzbrojonego oddziału.

     Zarządzona została trzecia mobilizacja oddziałów I i II batalionu. Odbyła się ona w niekorzystnych warunkach bardzo intensywnych "łapanek" mężczyzn do kopania okopów i wysyłki do Niemiec.

     W pierwszych dniach września ppłk "Grosz" zwołał w Płudach naradę sztabową w celu zorganizowania przemarszu do puszczy. Dowódcą nowego formowanego batalionu został por. Bolesław Szymkiewicz "Znicz", a organizację przeprawy przez Wisłę powierzono ppor. Stefanowi Ziembińskiemu "Soplicy".

     W lokalu szefa batalionu sierż. Leona Rykaczewskiego "Zawiszy" w Legionowie obyła się odprawa, na której wyznaczono miejsce i termin zbiórki na dzień 6 września 1944 r. o godz. 19 w Choszczówce przy gajówce (w miejscu II demobilizacji).

     Wymarsz nastąpił o planowanej godzinie trasą: z Choszczówki przez tory kolejowe Warszawa-Legionowo lasem do Bukowa, przez szosę między Buchnikiem a Bukowem w kierunku Wisły, zostawiając Tarchomin z lewej strony. O godz. 21 batalion spotkał się z oddziałem ppor. "Soplicy", który oczekiwał na nadpłynięcie łodzi z drugiego brzegu Wisły.

     Na przeprawę oczekiwały: oddział por. "Znicza" z I batalionu z Legionowa, oddział Dywersji Bojowej ppor. "Soplicy", pluton 7 kompanii II batalionu z Jabłonny pod dowództwem pchor. Stanisława Sękowskiego "Michała" oraz pluton powstańców z Pragi - łącznie około 220 żołnierzy. Uzbrojenie stanowiły: karabiny, pistolety i ręczne karabiny maszynowe oraz rusznice przeciwpancerne.

     Około północy nadpłynęli kajakiem organizatorzy przeprawy kpr. pchor. Leszek Wnęk "Orzeł I" i kpr. pchor. Stanisław Górny "Dół" z wiadomością, że przygotowane przez rybaków łodzie przed wieczorem zostały rozbite granatami przez Niemców.

     Dowództwo zdecydowało się na przejście do odległej o 3 km wysepki na środku koryta Wisły i przeczekanie tam do następnej nocy. Była to Kępa Burakowska, do której znano bród. Jeszcze przed świtem oddział przeprawił się na wyspę i ukrył w bardzo gęstych zaroślach.

     Pobyt na wyspie dwustu ludzi, w bezpośrednim sąsiedztwie nieprzyjaciela, wymagał bardzo wysokiego stopnia zdyscyplinowania. O stanie zagrożenia niech świadczy to, że na brzegu Kępy można było rozróżnić głosy żołnierzy niemieckich pojących konie lub czerpiących wodę. W podobny sposób nad powierzchnią wody mogłyby rozchodzić się odgłosy naszego oddziału. Nasi żołnierze nie mieli wyżywienia, ani żadnych napojów. Oddział legionowski wziął z Choszczówki całe uzbrojenie 300-osobowego batalionu i zapas konserw. W połowie dnia, dowództwo pozwoliło uruchomić tzw. żelazne porcje. Okazało się, że był to konserwowany zielony groszek w słonawej zalewie. Nie pokrzepiło to oddziału, ani nie ugasiło pragnienia.

     Następnego wieczoru około północy z lewego brzegu Wisły nadpłynęły dwie łodzie. W każdą mogło wsiąść 10 do 12 żołnierzy. W pierwszym rzucie przeprawił się pluton pchor. "Michała" z zadaniem ubezpieczenia miejsca lądowania dalszych grup.

     Podchorążowie "Dół" i "Orzeł" oraz łączniczka "Magdalena" przeprowadzili rozpoznanie sytuacji w miejscu lądowania i zorganizowali jego ubezpieczenie. Oddział "Michała" zajął stanowiska obserwacyjne i ogniowe. W ciągu trzech godzin całe ugrupowanie znalazło się na lewym brzegu.

     Marszem ubezpieczonym oddział, prowadzony przez łączniczki z Kampinosu Apolonię Tuszyńską-Szerzysko "Ziutę", Jadwigę Guzowską-Szczerbowską "Skowronka" i Bentyn-Szymańską "Wisłę", skierował się do puszczy.

     Z Łomianek Dolnych, między Kiełpinem i Dziekanowem Polskim batalion przekroczył ruchliwą szosę Warszawa-Modlin.

     Straż przednią stanowił oddział ppor. "Soplicy", a tylną plut. pchor. "Michała".

     Forsownym marszem batalion zbliżył się do placówki strzegącej wejścia do puszczy. Widok kilkuosobowego patrolu konnego oczekującego na nasze zbliżenie wywołał bardzo głębokie, niezapomniane wrażenie.

     Z wszystkich relacji najwiarygodniej opisuje stan ducha batalionu "Znicza" ppor. "Soplica". Oto jej końcowy fragment:

     "Bliskość nieprzyjaciela, świadomość możliwości walki w każdej chwili, wyostrzyły zmysły, zaprowadziły samorzutną dyscyplinę marszową, zmieniły zmęczonego człowieka w mocne ostrożne zwierzę.

     Dziwne - ci, bądź co bądź słabo wyszkoleni ludzie, zachowywali się w obliczu grożącego niebezpieczeństwa ze sprawnością starego partyzanta-wygi. Przy mijaniu osiedli lub przekroczeniu dróg łatwiej było widzieć niż słyszeć posuwające się bezszelestnie kolumny. Powstańcy dźwigali broń, amunicję, skrzynki ze środkami opatrunkowymi, ściskali mocno w dłoniach drogocenne steny, "Thompsony", karabiny - uciułane w pocie czoła w czasie konspiracji.

     Marsz był ciężki, deszcz dokuczał, ścieżki i drogi rozmiękły. Wzrastało zmęczenie, lecz wraz z nim rosło gorące pragnienie połączenia się w leśnymi partyzantami. Każdy krok przybliżał nas do puszczy. Czekała tam wolność - wolność krótka, to prawda, ale jakże radosna!

     Dobrze dniało, gdy znaleźliśmy się poza zasięgiem placówek nieprzyjacielskich. Wkraczaliśmy do puszczy, do tej części jej gościnnych zakątków, które nie należały do nikogo.

     Do pierwszych polskich placówek było jeszcze daleko. I tu znać było rękę okupanta i wojnę. Wypalone ogniem polany, zniszczone gajówki, zgruchotane chałupki wiejskie w enklawach leśnych, zwęglone kłody powalonych pociskami sosen i dębów świadczyły, że las na równi z człowiekiem dźwigał ciężar wojny i znosił ciosy niemieckiego barbarzyństwa.

     Las gęstniał, pachniało sośniną, ziemią i igliwiem. Długim wężem zbliżaliśmy się do wysokopiennego sosnowego lasu, który szeroko rozsiadł się na dwóch wzgórzach po obydwu stronach piaszczystej, ciężkiej drogi. Trudno było cośkolwiek wyraźnie dostrzec, lecz wiadomo było, że wkraczamy do dużego lasu. Gdy szperacze dotarli do wylotu drogi leśnej, bór ukazał swoją wielką tajemnicę - pierwszą polską placówkę partyzancką, otwierającą nam wrota w granice niepodległej leśnej Rzeczypospolitej!

     Witali nas ludzie, witały drzewa! Ze zmęczonych piersi buchnęła ogniem radości i wzruszenia piosenka. Wstąpiła nowa otucha - i w takt partyzanckiej pieśni poszliśmy, radośni i dumni, w puszczę ku nieodgadniętym drogom przeznaczenia!"

     Około południa dnia 8 września oddział zameldował się we Wierszach, w miejscu postoju dowódcy "Grupy Kampinos". Jako miejsce wypoczynku została wyznaczona wieś Truskawka, w której nasz batalion spędził jedną noc. Batalion został zreorganizowany i włączony do struktur "Grupy Kampinos" przez podział na dwie kompanie oznaczone numerami 5 i 6, Kompanie składały się z trzech plutonów, tworzonych z trzech drużyn.

     Batalion "Znicza" został przesunięty do wsi Brzozówka, luzując oddział "Jerzyków", dowodzony przez por. Jerzego Strzałkowskiego "Jerzego". Dwie placówki rozmieszczone w Brzozówce od strony wsi Sowia Wola, Wrzosówka i Małocice obsadził batalion "Znicza". Placówkę od strony wsi Cybulice zajęła kompania "Zemsta" z batalionu "Pięść" pod dowództwem por. Stefana Matuszczyka "Porawy".

Opracował: T. Gołębiewski


ŚWIATOWY ZWIĄZEK ŻOŁNIERZY ARMII KRAJOWEJ
Zarząd Okręgu Warszawa-Powiat
Środowiska: "Obroża" i "Grupa Kampinos"

ul. Braci Załuskich 7, 01-733 Warszawa
szzakowp@ibprs.pl