VII Obwód "Obroża" Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej
:::  Aktualna pozycja:  Rejony Obroży \ Rejon II - 'Celków' - Marki \ Zbrodnia w Zielonce  :::

Zbrodnia w Zielonce

     Opowiadanie rozpoczyna się, gdy nie istniał jeszcze "Celków" ani "Obroża". Miałem wówczas 32 lata, żonę i dwuletnią córeczkę. Pracowałem na kolei, a mieszkałem w Zielonce, będąc właścicielem małego domku z ogródkiem.

     W tym okresie, gdy jeszcze Warszawa nie skapitulowała, nie zdawałem sobie sprawy z tragedii i uciążliwości okupacji niemieckiej, choć otaczające Warszawę wojsko niemieckie już od połowy września stacjonowały w Zielonce. Czekałem na pomoc aliantów zachodnich i wierzyłem w jej skuteczność.

     W tych ostatnich miesiącach 1939 roku, a w pierwszych miesiącach okupacji, w Zielonce było początkowo spokojnie. Tylko na stacji kolejowej zjawiła się grupa niemieckich kolejarzy.

     11 listopada przed południem przygotowywałem na podwórku drewno na opał zimowy. Nagle usłyszałem strzały z pistoletu maszynowego z kierunku Rembertowa, od strony lasu. Myślałem, że wojsko przeprowadza jakieś ćwiczenia na poligonie w Rembertowie. Udałem się jednak w kierunku stacji, żeby dowiedzieć się co się dzieje. W Zielonce zawsze chodziło się w kierunku stacji po nowiny. Zwróciłem uwagę, że nie było ludzi na ulicach. Na stacji dowiedziałem się, że rano żandarmeria niemiecka wywiozła w kierunku Rembertowa grupę chłopców aresztowanych w Zielonce.

     Później wszyscy już wiedzieli, że w lesie, na małej polance w odległości około 2 km od Zielonki, Niemcy rozstrzelali 4 zatrzymanych. Była to pierwsza w okolicach podwarszawskich masowa egzekucja, Nieoczekiwana i wstrząsająca.

     Powodem egzekucji było to, że w nocy z 10 na 11 listopada, to znaczy w wigilię obchodzenia wówczas w Polsce rocznicy niepodległości, ktoś porozklejał na płocie koło stacji kartki z wykaligrafowaną "Rotą" Konopnickiej.

     Miało to być dziełem harcerzy. Przygnębiał fakt egzekucji. Przygnębiała również świadomość, że wśród mieszkańców naszego osiedla znalazł się donosiciel.

     Według relacji inż. Tadeusza Cieciery, zapisanej w kronice 86 Warszawskiej Drużyny harcerskiej, przebieg wypadków dnia był następujący:

     "Dzień 11 listopada 1939 roku był wyjątkowo słoneczny i ciepły. Mieszkańcy Zielonki, korzystając z pogody, a może z powodu przypadającego we ten dzień Święta Niepodległości, wyszli w większej niż zwykle ilości na ulicę i spieszyli do kościoła wraz z dziećmi, a nawet z niemowlętami w wózkach. Około godziny jedenastej zajechały do Zielonki dwa samochody wojskowe niemieckie: jeden samochód ciężarowy marki "Ford", drugi samochód pancerny z napędem na przednie i tylne koła. W samochodzie było około dwustu umundurowanych Niemców. Nie wszyscy mieszkańcy Zielonki orientowali się wtedy w odznakach wojskowych niemieckich i nie przypuszczali, że są to żandarmi. Samochody zatrzymały się za torem kolejowym, pod kawiarnią "Bellevue". Do przybyłych przyłączyli się: Niemiec - zawiadowca stacji - jako tłumacz, pracownik kolejowy, a późniejszy Volksdeutsch - Wdzięczkowski oraz w niewiadomym mi charakterze - Zygmunt Hauptman i Gustaw Grams, a później kasjerka kolejowa Weronika Biadosz-Polska z Poznańskiego, która starała się bronić aresztowanych, co udało się jej w stosunku do zatrzymanego Zdzisława Leśniakowskiego.

     Organizacje konspiracyjne jeszcze wówczas z Zielonce nie działały. Nikt z mieszkańców Zielonki nie czuł się winnym w stosunku do Niemców, którzy do tej pory, poza Bydgoszczą, nie stosowali masowych mordów, jakie nastąpiły później. W poczuciu pełnego bezpieczeństwa, dzieci, a nawet starsza młodzież i niektórzy dorośli, zbliżali się do przybyłych samochodów przez ciekawość, dla ich obejrzenia.

     Do tych ciekawskich należałem ja i mój kolega, student Politechniki Warszawskiej, Zbigniew Czapiński, gdyż nowy typ samochodu interesował nas, jako sportowców. Obaj zostaliśmy zatrzymani jako pierwsi. Po pewnym czasie Niemcy przyprowadzili dalsze osoby: harcerzy, Stanisława Golcza lat 17, Zbigniewa Dymka lat 16, Józefa Wyrzykowskiego lat 17, hufcowego, studenta Rudzkiego oraz Józefa Kulczyckiego, studenta Szkoły Głównej Handlowej lat 25, Szweryna, właściciela restauracji, który jak się dowiedziałem później, zatrzymany został z powodu handlu naftą kolejową i rzeźnika z Zielonki Arona Kaufmana oraz dwie nieznane mi osoby. Dymek i Kaufman zostali przyprowadzeni z łopatami, co wielce mnie zaintrygowało.


Zielonka. Pomnik pamięci rozstrzelanych w 1939 roku harcerzy 86 WDH i mieszkańców Zielonki, wzniesiony w miejscu egzekucji w lesie w Zielonce-Bankowej


     Samochodem ciężarowym wywieziono nas na szosę w kierunku Rembertowa. Przypuszczalnie na drugim kilometrze od Zielonki kazano nam wysiąść. Już w samochodzie zauważyłem, że do ucieczki przygotowuje się Z. Czapiński, gdyż rozpiął pas i zdjął kożuszek, Kiedy prowadzono nas w głąb lasu Czapiński rzucił się do ucieczki, przebiegł obok mnie i oficera niemieckiego, rzucił po drodze kożuszek i znikł w lesie. Strzały doń skierowane chybiły, a pościg wrócił z niczym. Kolega Zbyszek ocalał. Po powrocie żandarmi wyładowali swą złość na pozostałych skazańcach, kopiąc ich, bijąc i złorzecząc. Najbardziej ucierpiał Rudzki.

     Dalej prowadziło nas po dwóch żandarmów, trzymając za kark. Przy niewielkiej polanie, która miała być miejscem egzekucji, otoczono nas kołem, a oficer pokazał nam arkusz papieru, na którym miał być napisany wiersz o treści patriotycznej i zapytał, kto ten wiersz napisał, obiecując, że w razie przyznania się nic nam nie będzie groziło. Nikt się nie przyznał, a ja w międzyczasie podsłuchałem rozmowę Niemców, że nas rozstrzelają, czy przyznamy się, czy nie. Zdecydowałem się uciekać, lecz przedtem, chcąc ratować pozostałych, a będąc pewnym, że Zbyszek uciekł, oświadczyłem żandarmom, że wiersz napisał ten, który uciekł, Nie odniosło to skutku, a oficer przez tłumacza oświadczył, że będziemy rozstrzelani. Zaczęła się tragedia i rozpacz. Golcz i Dymek harcerze z Zielonki płakali, Kulczyński zbladł i milczał, nikt nie prosił o litość i łaskę. Scena powyższa obezwładniła na chwilę mój umysł i czułem, że słabnę, lecz trwało to tylko chwilę. Uprzedziłem Golcza i Kulczyckiego, że będę uciekał.

     Kiedy Niemcy ustawili się w szeregu dla wykonania egzekucji i kazali zdjąć czapki, skoczyłem w bok, klucząc między drzewami i rowem melioracyjnym dostałem się do Zielonki, będąc cały czas pod ostrzałem żandarmów. Przenocowałem u p. Dziedziców przy ul. Piotra Skargi, a następnego dnia udałem się na tułaczkę. Do Zielonki wróciłem dopiero przed Powstaniem Warszawskim.


Karol Sokołowski "Wiktor"     


ŚWIATOWY ZWIĄZEK ŻOŁNIERZY ARMII KRAJOWEJ
Zarząd Okręgu Warszawa-Powiat
Środowiska: "Obroża" i "Grupa Kampinos"

ul. Braci Załuskich 7, 01-733 Warszawa
szzakowp@ibprs.pl