VII Obwód "Obroża" Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej
:::  Aktualna pozycja:  Rejony Obroży \ Rejon IX - 'Lubicz' - Warszawa \ Sztucer przeciw cekaemom  :::

Sztucer przeciw cekaemom

     Przed wybuchem Powstania Warszawskiego brałem udział wraz z innymi kolegami w akcjach gromadzenia, zabezpieczania i  ukrywania broni w nam tylko znanych miejscach. Jedna z  naszych kryjówek znajdowała się w piwnicach domu przy ulicy Hożej, niedaleko Poznańskiej, w specjalnie zamaskowanych skrzyniach.

     Wśród broni tej znajdował się wspaniały sztucer myśliwski wyprodukowany przez francuską firmę "Berthier", zaopatrzony w  celowniczą lunetę, którą można było zamontować do sztucera. Broń tę, wraz z pewnym zapasem amunicji, otrzymałem od znajomego "granatowego" policjanta. Jeszcze przed wojną byłem zapalonym myśliwym, a  jednocześnie mistrzem Polski w strzelaniu z karabinu sportowego, sztucer ten był więc dla mnie prawdziwym skarbem.

     Po wybuchu Powstania Warszawskiego do dowódcy 2 kompanii, kapitana Jerzego Marcinkowskiego "Jura", dotarła wiadomość, że wśród żołnierzy plutonu szturmowego "Sylwester" jest plutonowy "Janusz", wyborowy strzelec posiadający świetną broń, co można by wykorzystać w walce przeciw Niemcom.

     Zgłosiłem się do kapitana "Jura". Jego kompania broniła odcinka frontu graniczącego z otoczeniem gmachu Urzędu Telekomunikacyjnego przy zbiegu ulic Poznańskiej i  Nowogrodzkiej. Był to silny bastion Niemców. Z bunkrów otaczających budynek Urzędu Telekomunikacyjnego i z jego okien Niemcy razili ogniem karabinów maszynowych pozycje powstańców.

     Otrzymałem od kapitana "Jura" zadanie unieszkodliwienia niemieckich snajperów. Kapitan "Jur" z wykształcenia inżynier mechanik, zamocował do sztucera lunetę przybliżającą cel dziesięciokrotnie, co uczyniło zeń broń niezwykle precyzyjną. Stanowiska strzelnicze wybrałem w  porozumieniu z kapitanem "Jurem" w domu stojącym na południowo-wschodnim rogu ulic Poznańskiej i Wspólnej. Pozycje do strzelania rozmieszczone były w różnych mieszkaniach w całym domu. Nie mogłem nigdy strzelać dwukrotnie z tego samego miejsca, aby nie narazić się na odkrycie przez Niemców. Dla mnie, doświadczonego strzelca i myśliwego posiadającego świetną broń z  precyzyjnym celownikiem optycznym, wstrzeliwanie się w  szczeliny bunkra i trafienie zaczajonych tam niemieckich snajperów nie stanowiło żadnej trudności. Przez kilkanaście dni trafiłem tym systemem kilkunastu Niemców, co sprawiło, że przestali oni czuć się bezpiecznie, a ostrzeliwanie naszych pozycji wyraźnie zelżało.

     Strzelałem zawsze z  głębi pokoju, zza dodatkowej zasłony, będąc zawsze w  cieniu, tak, aby nikt nie mógł mnie wypatrzeć przez lornetkę. Jedna z moich pozycji strzelniczych znajdowała się na pierwszym piętrze, w narożnym mieszkaniu z  balkonem. Przez jego otwarte drzwi miałem wgląd na ulicę Poznańską, poprzez Aleje Jerozolimskie, aż do baraków niemieckich na Chmielnej, za wykopem kolejowym. W tamtym rejonie znajdował się hotel dla przejeżdżających przez Warszawę Niemców. Zarówno na Chmielnej, jak i w Alejach Jerozolimskich Niemcy czuli się całkowicie bezpieczni.

     Przy pomocy mojego sztucera z lunetą trafiałem bez większych trudności w  przechodzących Alejami Jerozolimskimi lub nawet Chmielną Niemców, co wprawiało ich w prawdziwy popłoch i siało przerażenie. Niemcy, chcąc zabezpieczyć się przed nie zlokalizowanym strzelcem wyborowym, musieli ustawić w  Alejach w poprzek Poznańskiej drewniany płot, co w  pewnym stopniu zabezpieczało przechodzących tamtędy Niemców.

     Koledzy moi twierdzą, że po zabiciu każdego Niemca miałem jakoby zwyczaj przeżegnać się. Ja sobie tego nie jestem już w stanie przypomnieć. Bądź co bądź, minęło od tego czasu ponad pięćdziesiąt lat.

 

Relacja por. Jerzego Chmielewskiego


ŚWIATOWY ZWIĄZEK ŻOŁNIERZY ARMII KRAJOWEJ
Zarząd Okręgu Warszawa-Powiat
Środowiska: "Obroża" i "Grupa Kampinos"

ul. Braci Załuskich 7, 01-733 Warszawa
wyślij maila" href="mailto:szzakowp@ibprs.pl" target=_top>szzakowp@ibprs.pl